czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 3

Budząc się rano zauważyłam, że mam niewielką ranę na nodze. Kawałek szkła musiał wczoraj musnąć moją skórę. Mogłam jednak nie ubierać spódniczki, ale już trudno. Gorzej, że nie przemyłam rany i nie otarłam krwi, w skutek czego miałam zaschniętą już czerwoną ciecz na nodze. Postanowiłam jak najszybciej to obmyć. Nie sądziłam jednak, że to będzie aż tak bolało. Spojrzałam na zegarek. 10 minut do wyjścia! Nie zabezpieczając rany i zostawiając ją w takim stanie w jakim jest szybko włożyłam jakieś jasne spodnie z uwagi na słoneczną pogodę i pierwszą lepszą koszulę. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale zdążyłam na lekcje. Pierwszą miałam chemię. Profesor wymyślił, że będziemy w parach robić doświadczenia.
- Brittany, z uwagi na to, że jesteś dobrą uczennicą, pomożesz słabszym - oznajmił profesor wskazując ręką na jednego z uczniów. Michael, no tak mogłam się tego spodziewać... Usiadłam więc obok czerwonowłosego i chwyciłam fiolkę z jakąś cieczą. Poprosiłam go, by włączył palnik, a sama wstałam, by było mi łatwiej  wlać płyn do szklanego naczynia. Niestety pech chciał, bym zahaczyła nogą o kant stołu. Zacisnęłam zęby, by nie wydać z siebie odgłosu bólu, jaki sprawiała mi rana, która najwyraźniej została podrażniona.
- Umm Prescott, wszystko dobrze? - spytał wyraźnie zaniepokojony Michael.
- Tak, już wlewam to do zlewki - odpowiedziałam szybko zmieniając temat.
Wykonując daną czynność, szybko usiadłam na krześle. Czułam jak ból przeszywa moją nogę. Próbowałam chwycić długopis leżący na stole, by opisać w zeszycie reakcję, lecz nieumyślnie zrzuciłam go na ziemię. Michael schylił się, by go podnieść.
- Prescott? Ty krwawisz - oznajmił mi Clifford, który miał wyraźne przerażenie w oczach. Po jego słowach moja reakcja była podobna. Rozejrzałam się po sali, by mieć pewność, że nikt tego nie słyszał. Na moje szczęście wszyscy byli zajęci sobą. Michael podał mi swoją czarną bandanę, żebym zawiązała ją sobie w miejscu krwawienia i oznajmił profesorowi, że źle się poczułam i zaprowadzi mnie do pielęgniarki. Nauczyciel wyraził zgodę i wrócił do lekcji. Clifford wziął nasze rzeczy i zaprowadził do pielęgniarki.
- A teraz powiedz mi co się stało - oznajmił stanowczo.
- Zahaczyłam o kant stołu...
- Błagam cię, przez takie coś byś nie krwawiła. Wczoraj po drodze coś ci się stało? - spytał zmartwiony. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim emocjonalnym stanie. Clifford ma jednak uczucia.
- Nie, to znaczy... Wywaliłam się - wysiliłam się na sztuczny uśmiech.
- Nie chcesz, to nie mów - odparł obrażony chłopak, po czym usiadł na ławce tuż pod gabinetem pielęgniarki. Oznajmił mi, że na mnie poczeka, bo chce odzyskać swoją ulubioną bandanę. Przewróciłam oczami i weszłam do gabinetu. Podwinęłam spodnie, by pielęgniarka mogła dokładnie przyjrzeć się ranie. Oczyściła ją wodą utlenioną, co wiązało się z cholernym bólem, po czym nałożyła opatrunek i zawinęła bandaż. Na końcu, mimo moich oporów wypisała zwolnienie z lekcji. Niechętnie zgodziłam się wrócić do pustego domu. Podziękowałam pielęgniarce i wyszłam na zewnątrz. Ujrzałam zaciekawionego Michaela, który z niecierpliwością czekał aż zdam mu relację z pobytu w gabinecie. Szybko streściłam mu kilka minut swojego życia i oddałam bandanę, na co chłopak szeroko się uśmiechnął. Oznajmiłam, że muszę jeszcze zanieść wychowawczyni zwolnienie i wracam do domu. Podziękowałam Cliffordowi za pomoc i pożegnałam się z nim, po czym ruszyłam w kierunku pokoju nauczycielskiego, gdzie miałam wręczyć zwolnienie. Kilkanaście minut później byłam już w drodze do domu. Mój wzrok stanął na pechowej uliczce, w której miało miejsce wczorajsze nieszczęście. Bez wahania wyminęłam to miejsce i poszłam okrężną drogą. Jednak w życiu nie spodziewałabym się tego, co miało nastąpić. Mimo innej drogi, znów napotkałam niebezpiecznego mężczyznę. Stał oparty o płot i kończył wypalać papierosa. Stanęłam na uboczu, by zastanowić się, co mam zrobić. Miałam już kierować się w przeciwną stronę, gdy ten mnie zauważył.
- No proszę, a kogo my tu mamy... - wymamrotał wyraźnie zadowolony mężczyzna z głupim uśmieszkiem na twarzy, po czym dodał - w świetle jesteś jeszcze bardziej seksowna, kochanie.
Zaczęłam się po woli wycofywać, lecz ten dorównywał mi kroku.
- Czego ty ode mnie chcesz zboczeńcu? - wykrzyczałam napastnikowi w twarz, lecz ten zaśmiał się pod nosem.
- Ciebie chcę, skarbie.
Nerwowo przełknęłam ślinę i szybko odwróciłam się w przeciwną stronę, by uciec, lecz ciemnowłosy zacisnął rękę na moim nadgarstku. Syknęłam z bólu. Mężczyzna przywarł mnie do ściany i złapał tak, bym nie mogła zrobić czegoś, co by mu nie posłużyło. Zamknęłam oczy i modliłam się o cud. Czułam na sobie jego oddech. Był tak blisko mnie, a ja nie mogłam nic zrobić. Byłam na przegranej pozycji. Nagle usłyszałam głośny jęk i poczułam przed sobą przestrzeń. Tak bardzo bałam się otworzyć oczy, lecz w końcu się do tego zmusiłam. Na ziemi ujrzałam napastnika zwijającego się z bólu. O ile wzrok mnie nie mylił, to pluł krwią. Uniosłam wzrok. Moim oczom ukazał się dumny z siebie Michael. Podał mi rękę, by pomóc wyminąć leżącego przede mną mężczyznę. Niepewnie chwyciłam jego dłoń i zacisnęłam ją tak mocno, że czerwonowłosy spojrzał na mnie z przerażeniem. Wystraszona poprosiłam, by zabrał mnie do domu. Chłopak oczywiście bez wahania się zgodził. Całą drogę szłam wtulona w Michael'a, a właściwie w jego rękę. Dopiero gdy stanęliśmy przed wejściem do mojego domu wszystko zaczęło do mnie docierać. Momentalnie łzy napłynęły mi do oczu, aż w końcu rozpłakałam się. Byłam tak zdesperowana, że przytuliłam Clifforda, przez co on nie wiedział jak zareagować, lecz po chwili sam też mnie objął. Starał się mnie uspokoić, szepcząc do ucha, że już wszystko dobrze. Po kilku minutach szlochania trochę się uspokoiłam i otarłam łzy. Podziękowałam chłopakowi za uratowanie mnie i przeprosiłam za swoje zdesperowanie. Ten tylko się uśmiechnął. Nie chcąc dłużej stać na zewnątrz, spytałam, czy wejdzie do środka. Chłopak przystał na moją prośbę.
- Michael? A tak właściwie to co ty tutaj robisz? Nie powinieneś mieć lekcji? - spytałam zaciekawiona.
- Poszedłem na wagary - oznajmił dumnie Michael, rozsiadając się na kanapie.
- Ale jak to?
- Czy ty zawsze musisz marudzić? Wiedziałem, że ściemniasz z tą nogą i postanowiłem cię śledzić. No, ale nie miałem pojęcia, że... - chłopak nawet nie chciał kończyć swojej wypowiedzi.
- Trzeba iść z tym na policję - oznajmił czerwonowłosy, po czym spojrzał, czekając na moją reakcję.
- Nie! Moi rodzice się dowiedzą i się zacznie... Wolę tego uniknąć. Chcę, żeby to zostało między nami, dobrze? - Michael westchnął i pokiwał głową.
- Masz może jakąś konsolę? - spytał, uśmiechając się w moją stronę.
- Umm... Nie. Nie gram w gry - Michael zrobił smutną minę i wstał, by rozejrzeć się po moim domu. Odwróciłam się w przeciwną mu stronę, by dokończyć robienie herbaty, przez co straciłam go z pola widzenia. Po chwili ciszy zaczęłam nawoływać jego imię.
- Michael! Zgubiłeś się?
- Jestem tutaj! - szłam za głosem chłopaka. Byłam prawie pewna, że znajduje się w pomieszczeniu obok i miałam rację.
Ujrzałam czerwonowłosego siedzącego obok czarnego fortepianu należącego do mojego taty.
- Umiesz grać? - spytałam chłopaka, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Ujrzałam tylko szeroki uśmiech i już po chwili usłyszałam, jak Michael gra "All of me". Nie miałam pojęcia, że chłopak ma takie zdolności. Kocham tę piosenkę, a tej wersji mogłabym słuchać bez końca. Uśmiechnęłam się, opierając o czarny instrument.
- Co tak stoisz? Siadaj! - okrzyknął tryskając entuzjazmem. Przystałam więc na tą propozycję. Michael pozwolił mi zapomnieć o nieprzyjemnych chwilach. Nawet nie spostrzegłam się kiedy mijał czas, bo w tej chwili zapomniałam o Bożym świecie. Przyjemną ciszę przerwał mi dźwięk komórki. Odebrałam połączenie od Tiffany.
- Britt! Gdzie jesteś? Co się stało? Dlaczego nie ma cię w szkole? - dostałam serię pytań, na które musiałam odpowiedzieć, bo przyjaciółka nie dałaby mi żyć.
- Jestem w domu, bo źle się poczułam i pielęgniarka mnie zwolniła. Wybacz Tiffany, ale boli mnie głowa. Pogadamy później, dobrze? - nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się.
Michael zaśmiał się pod nosem.
- Okłamałaś przyjaciółkę? Oj, nieładnie...
- Udaj, że tego nie słyszałeś - uśmiechnęłam się do chłopaka, a ten uniósł ręce w geście poddania się.
Żeby nie wyjść na nic nieumiejącą, postanowiłam sama tym razem coś zagrać na fortepianie. Michael, by nie dać za wygraną postanowił mi pomóc. Po chwili już wspólnie graliśmy balladę na klawiszach. Czułam się cudownie. Nie miałam pojęcia, że kiedykolwiek nawiążę taką relację z Michaelem. Wodziłam wzrokiem za moimi palcami, tak delikatnie poruszającymi się po instrumencie. Wsłuchiwałam się w każdą moją nutę, tak idealnie współgrającą z tymi granymi przez chłopaka. Oderwaliśmy się od rzeczywistości. Poczułam delikatne muśnięcie skóry. Dotyk Michaela wprawił mnie w osłupienie.
- Umm... Prescott, ja już pójdę. Zapomnij o tym, co miało tutaj miejsce - wypowiedział zdezorientowany Clifford. Chciałam coś powiedzieć, ale zanim to zrobiłam chłopak był już na zewnątrz budynku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz