Budząc
się rano zauważyłam, że mam niewielką ranę na nodze. Kawałek szkła musiał
wczoraj musnąć moją skórę. Mogłam jednak nie ubierać
spódniczki, ale już trudno. Gorzej, że nie przemyłam rany
i nie otarłam krwi, w skutek czego miałam zaschniętą już czerwoną ciecz na
nodze. Postanowiłam jak najszybciej to obmyć. Nie sądziłam jednak, że to będzie
aż tak bolało. Spojrzałam na zegarek. 10 minut do wyjścia! Nie zabezpieczając
rany i zostawiając ją w takim stanie w jakim jest szybko włożyłam jakieś jasne
spodnie z uwagi na słoneczną pogodę i pierwszą lepszą koszulę. Nie mam pojęcia
jakim cudem, ale zdążyłam na lekcje. Pierwszą miałam chemię. Profesor wymyślił,
że będziemy w parach robić doświadczenia.
-
Brittany, z uwagi na to, że jesteś dobrą uczennicą, pomożesz słabszym -
oznajmił profesor wskazując ręką na jednego z uczniów. Michael, no tak mogłam się tego spodziewać... Usiadłam więc obok
czerwonowłosego i chwyciłam fiolkę z jakąś cieczą. Poprosiłam go, by włączył
palnik, a sama wstałam, by było mi łatwiej
wlać płyn do szklanego naczynia. Niestety pech chciał, bym zahaczyła
nogą o kant stołu. Zacisnęłam zęby, by nie wydać z siebie odgłosu bólu, jaki sprawiała mi rana, która najwyraźniej została podrażniona.
- Umm Prescott,
wszystko dobrze? - spytał wyraźnie zaniepokojony Michael.
- Tak, już wlewam to
do zlewki - odpowiedziałam szybko zmieniając temat.
Wykonując
daną czynność, szybko usiadłam na krześle. Czułam jak ból przeszywa moją nogę. Próbowałam chwycić
długopis leżący na stole, by opisać w zeszycie reakcję, lecz nieumyślnie
zrzuciłam go na ziemię. Michael schylił się, by go podnieść.
-
Prescott? Ty krwawisz - oznajmił mi Clifford, który miał wyraźne przerażenie w oczach. Po jego słowach moja reakcja była
podobna. Rozejrzałam się po sali, by mieć pewność, że nikt tego nie słyszał. Na
moje szczęście wszyscy byli zajęci sobą. Michael podał mi swoją czarną bandanę,
żebym zawiązała ją sobie w miejscu krwawienia i oznajmił profesorowi, że źle
się poczułam i zaprowadzi mnie do pielęgniarki. Nauczyciel wyraził zgodę i wrócił do lekcji. Clifford wziął nasze rzeczy i zaprowadził do
pielęgniarki.
- A teraz powiedz mi
co się stało - oznajmił stanowczo.
- Zahaczyłam o kant
stołu...
- Błagam cię, przez
takie coś byś nie krwawiła. Wczoraj po drodze coś ci się stało? - spytał
zmartwiony. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim emocjonalnym stanie.
Clifford ma jednak uczucia.
- Nie, to znaczy...
Wywaliłam się - wysiliłam się na sztuczny uśmiech.
- Nie
chcesz, to nie mów - odparł
obrażony chłopak, po czym usiadł na ławce tuż pod gabinetem pielęgniarki.
Oznajmił mi, że na mnie poczeka, bo chce odzyskać swoją ulubioną bandanę.
Przewróciłam oczami i weszłam do gabinetu. Podwinęłam
spodnie, by pielęgniarka mogła dokładnie przyjrzeć się ranie. Oczyściła ją wodą
utlenioną, co wiązało się z cholernym bólem, po czym nałożyła opatrunek i
zawinęła bandaż. Na końcu, mimo moich oporów wypisała zwolnienie z lekcji.
Niechętnie zgodziłam się wrócić do pustego domu. Podziękowałam pielęgniarce i
wyszłam na zewnątrz. Ujrzałam zaciekawionego Michaela, który z niecierpliwością czekał aż zdam mu relację z pobytu w gabinecie.
Szybko streściłam mu kilka minut swojego życia i oddałam bandanę, na co chłopak
szeroko się uśmiechnął. Oznajmiłam, że muszę jeszcze zanieść wychowawczyni
zwolnienie i wracam do domu. Podziękowałam Cliffordowi za pomoc i pożegnałam
się z nim, po czym ruszyłam w kierunku pokoju nauczycielskiego, gdzie miałam
wręczyć zwolnienie. Kilkanaście minut później byłam już
w drodze do domu. Mój wzrok stanął na pechowej uliczce, w
której miało miejsce wczorajsze
nieszczęście. Bez wahania wyminęłam to miejsce i poszłam okrężną drogą. Jednak
w życiu nie spodziewałabym się tego, co miało nastąpić. Mimo innej drogi, znów napotkałam niebezpiecznego mężczyznę. Stał
oparty o płot i kończył wypalać papierosa. Stanęłam na uboczu, by zastanowić
się, co mam zrobić. Miałam już kierować się w przeciwną stronę, gdy ten mnie
zauważył.
- No proszę, a kogo
my tu mamy... - wymamrotał wyraźnie zadowolony mężczyzna z głupim uśmieszkiem
na twarzy, po czym dodał - w świetle jesteś jeszcze bardziej seksowna,
kochanie.
Zaczęłam
się po woli wycofywać, lecz ten dorównywał mi kroku.
- Czego ty ode mnie
chcesz zboczeńcu? - wykrzyczałam napastnikowi w twarz, lecz ten zaśmiał się pod
nosem.
- Ciebie chcę,
skarbie.
Nerwowo
przełknęłam ślinę i szybko odwróciłam się w przeciwną
stronę, by uciec, lecz ciemnowłosy zacisnął rękę na moim nadgarstku. Syknęłam z
bólu. Mężczyzna przywarł mnie do ściany i złapał tak, bym nie mogła zrobić
czegoś, co by mu nie posłużyło. Zamknęłam oczy i modliłam się o cud. Czułam na
sobie jego oddech. Był tak blisko mnie, a ja nie mogłam nic zrobić. Byłam na
przegranej pozycji. Nagle usłyszałam głośny jęk i poczułam przed sobą
przestrzeń. Tak bardzo bałam się otworzyć oczy, lecz w końcu się do tego
zmusiłam. Na ziemi ujrzałam napastnika zwijającego się z bólu. O ile wzrok mnie nie mylił, to pluł krwią. Uniosłam wzrok. Moim oczom
ukazał się dumny z siebie Michael. Podał mi rękę, by pomóc wyminąć leżącego przede mną mężczyznę.
Niepewnie chwyciłam jego dłoń i zacisnęłam ją tak mocno, że czerwonowłosy
spojrzał na mnie z przerażeniem. Wystraszona poprosiłam, by zabrał mnie do
domu. Chłopak oczywiście bez wahania się zgodził. Całą drogę szłam wtulona w
Michael'a, a właściwie w jego rękę. Dopiero gdy stanęliśmy przed wejściem do
mojego domu wszystko zaczęło do mnie docierać. Momentalnie łzy napłynęły mi do
oczu, aż w końcu rozpłakałam się. Byłam tak zdesperowana, że przytuliłam
Clifforda, przez co on nie wiedział jak zareagować, lecz po chwili sam też mnie
objął. Starał się mnie uspokoić, szepcząc do ucha, że już wszystko dobrze. Po
kilku minutach szlochania trochę się uspokoiłam i otarłam łzy. Podziękowałam
chłopakowi za uratowanie mnie i przeprosiłam za swoje zdesperowanie. Ten tylko
się uśmiechnął. Nie chcąc dłużej stać na zewnątrz, spytałam, czy wejdzie do
środka. Chłopak przystał na moją prośbę.
- Michael? A tak
właściwie to co ty tutaj robisz? Nie powinieneś mieć lekcji? - spytałam
zaciekawiona.
- Poszedłem na
wagary - oznajmił dumnie Michael, rozsiadając się na kanapie.
- Ale jak to?
- Czy ty zawsze
musisz marudzić? Wiedziałem, że ściemniasz z tą nogą i postanowiłem cię
śledzić. No, ale nie miałem pojęcia, że... - chłopak nawet nie chciał kończyć
swojej wypowiedzi.
- Trzeba iść z tym
na policję - oznajmił czerwonowłosy, po czym spojrzał, czekając na moją
reakcję.
- Nie! Moi rodzice
się dowiedzą i się zacznie... Wolę tego uniknąć. Chcę, żeby to zostało między
nami, dobrze? - Michael westchnął i pokiwał głową.
- Masz może jakąś
konsolę? - spytał, uśmiechając się w moją stronę.
-
Umm... Nie. Nie gram w gry - Michael zrobił smutną minę i wstał, by rozejrzeć
się po moim domu. Odwróciłam się w przeciwną mu stronę,
by dokończyć robienie herbaty, przez co straciłam go z pola widzenia. Po chwili
ciszy zaczęłam nawoływać jego imię.
-
Michael! Zgubiłeś się?
- Jestem
tutaj! - szłam za głosem chłopaka. Byłam prawie pewna, że znajduje się w
pomieszczeniu obok i miałam rację.
Ujrzałam
czerwonowłosego siedzącego obok czarnego fortepianu należącego do mojego taty.
- Umiesz grać? -
spytałam chłopaka, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Ujrzałam tylko szeroki
uśmiech i już po chwili usłyszałam, jak Michael gra "All of me". Nie
miałam pojęcia, że chłopak ma takie zdolności. Kocham tę piosenkę, a tej wersji
mogłabym słuchać bez końca. Uśmiechnęłam się, opierając o czarny instrument.
- Co
tak stoisz? Siadaj! - okrzyknął tryskając entuzjazmem. Przystałam więc na tą
propozycję. Michael pozwolił mi zapomnieć o nieprzyjemnych chwilach. Nawet nie
spostrzegłam się kiedy mijał czas, bo w tej chwili zapomniałam o Bożym świecie.
Przyjemną ciszę przerwał mi dźwięk komórki. Odebrałam połączenie od Tiffany.
-
Britt! Gdzie jesteś? Co się stało? Dlaczego nie ma cię w szkole? - dostałam
serię pytań, na które musiałam
odpowiedzieć, bo przyjaciółka nie dałaby mi żyć.
-
Jestem w domu, bo źle się poczułam i pielęgniarka mnie zwolniła. Wybacz
Tiffany, ale boli mnie głowa. Pogadamy później, dobrze?
- nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się.
Michael zaśmiał się
pod nosem.
-
Okłamałaś przyjaciółkę? Oj, nieładnie...
-
Udaj, że tego nie słyszałeś - uśmiechnęłam się do chłopaka, a ten uniósł ręce w geście poddania się.
Żeby
nie wyjść na nic nieumiejącą, postanowiłam sama tym razem coś zagrać na
fortepianie. Michael, by nie dać za wygraną postanowił mi pomóc. Po chwili już wspólnie graliśmy balladę na klawiszach. Czułam się cudownie. Nie miałam
pojęcia, że kiedykolwiek nawiążę taką relację z Michaelem. Wodziłam wzrokiem
za moimi palcami, tak delikatnie poruszającymi się po instrumencie.
Wsłuchiwałam się w każdą moją nutę, tak idealnie współgrającą
z tymi granymi przez chłopaka. Oderwaliśmy się od rzeczywistości. Poczułam
delikatne muśnięcie skóry. Dotyk Michaela wprawił mnie w
osłupienie.
-
Umm... Prescott, ja już pójdę. Zapomnij o tym, co miało
tutaj miejsce - wypowiedział zdezorientowany Clifford. Chciałam coś powiedzieć,
ale zanim to zrobiłam chłopak był już na zewnątrz budynku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz