piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 4

Dlaczego Michael tak mnie traktuje? Dlaczego nie chce mnie do siebie dopuścić? Chociaż... Ja nie jestem zupełnie fair w stosunku do niego... W końcu robię to tylko dla projektu. Muszę to jak najszybciej zakończyć! Albo nie... Muszę to kontynuować, ale tak by to on się zakochał, a nie ja. A jedyne, co powinnam teraz zrobić, to zdać relację przyjaciółkom. Czym prędzej zadzwoniłam do jednej z nich i opowiedziałam o zaistniałej sytuacji. To znaczy, nie do końca... Pominęłam kilka szczegółów. Opowiedziałam o odprowadzeniu, o wagarach, o pielęgniarce, o grze na fortepianie... Ale tylko Michael wiedział o prawdziwym powodzie pobytu w gabinecie i o napastniku. Czułam nieprzyjemne uczucie i wewnętrzny głos, który ponaglał mnie za każde słowo donoszone przyjaciółkom. Z jednej strony czułam się podle okłamując Michael'a, a z drugiej dumna, że jestem szczera wobec przyjaciółek. Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Cliffordem o powodzie jego ucieczki. Tak też zrobiłam. Przyszłam tuż po próbie jego zespołu, lecz tym razem nie ukrywałam się za filarem.
- Michael, możemy porozmawiać? - spytałam chłopaka spoglądając raz na niego, raz na innych członków zespołu.
- Umm.. Ok, zaczekaj chwilę - odpowiedział niepewnie, po czym wziął swoje rzeczy i pożegnał się z przyjaciółmi.
Szliśmy w ciszy, dopóki nie mieliśmy pewności, że nikt nas nie słyszy.
- Dlaczego wczoraj tak nagle wyszedłeś?
- Ta wspólna gra... Ten dotyk... To wszystko nie powinno mieć miejsca.
- O czym ty mówisz? - spytałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Ja... Nie powinienem. Cieszę się, że ci pomogłem, ale to zaszło za daleko. Lepiej, jak nie będziemy się widywać i wrócimy do codzienności.
- Czemu? Zrobiłam coś nie tak?
- Nie, Prescott. To ja zrobiłem i to za dużo... - po wypowiedzianych przez chłopaka słowach poczułam nieprzyjemne kłucie w sercu. Nie wiedziałam już czy robię źle, czy dobrze.
- No dobrze, skoro tak chcesz... - udawałam, że wzięłam sobie jego słowa do serca. No, błagam! Ja nigdy się nie poddaję i zamierzam dalej zatruwać mu życie. Dotarło do mnie, że powinnam bronić własnego honoru i dociągnąć ten projekt do końca.
- A chociaż mnie odprowadzisz? - spytałam z błagalnym wzrokiem skierowanym prosto w oczy czerwonowłosego. Michael lekko się uśmiechnął i pokiwał głową w geście potwierdzenia. Ruszyliśmy więc przed siebie. Po drodze Michael mnie rozśmieszał robiąc głupie miny i opowiadając o wpadkach swoich przyjaciół z zespołu. Nie mogłam przestać się śmiać, za co byłam mu bardzo wdzięczna, bo już dawno nie byłam tak wesoła. Czułam, że naprawdę się z nim zaprzyjaźniam.
Gdy byliśmy już pod moim domem chłopak pożegnał się ze mną i wzrokiem odprowadził mnie do drzwi, na co ja mu pomachałam i weszłam do środka.
Chwilę później zabrałam się za odrabianie lekcji, bo miałam ich naprawdę sporo.
Wieczorem dostałam e-maila od Tess, w którym znajdowały się zdjęcia moje i Michaela sprzed kilku godzin. Najwyraźniej przyjaciółki postanowiły mnie śledzić.
Ze szczególną uwagą oglądałam każdy odrębny element zrobionych przez Tess zdjęć. Uśmiechałam się do ekranu widząc nasze wesołe twarze. Czułam wewnętrzne rozdarcie. Czy naprawdę to, co łączy mnie z Michaelem jest sztuczne? I czy jeżeli z naszej znajomości urodzi się przyjaźń to warto ją niszczyć dla głupiego projektu?
Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Odebrałam połączenie od jednej z przyjaciółek. One to mają wyczucie czasu...
- Hej kochana! Gratuluję, owinęłaś sobie Clifforda wokół palca! - usłyszałam piskliwy głos należący do Tess.
- Mówiłam, że dam radę. Teraz wystarczy opisać projekt i gotowe - odpowiedziałam.
- No, nie do końca... Nie mamy jeszcze wystarczających dowodów. Musiałabyś zrobić coś takiego hmm... Dzięki czemu byłabyś pewna, że wskoczy za tobą w ogień! - okrzyknęła dumnie przyjaciółka.
- Czyli co? Mam zostać jego dziewczyną?
- Masz zostać jego pragnieniem... Jego codziennością... Jego całym światem.
- Nie uważasz, że to trochę nie fair w stosunku do niego? - spytałam niepewnie, bo szczerze to ten pomysł mi się nie podobał.
- Britt, przypominam ci, że to ty wszystko wymyśliłaś - ponagliła mnie Tess. No tak, jestem sama sobie winna.
- Masz rację. Już niedługo Clifford nie będzie mógł się mnie oprzeć - wydusiłam z siebie każde najmniejsze słowo, choć wydaje mi się, że byłam bardzo przekonywująca, bo odczuwałam zachwyt przyjaciółki i bez marudzenia się ze mną pożegnała.
No cóż, pozostało mi tylko kontynuowanie tej szopki. Obiecałam sobie nie ulec głupim uczuciom, bo przecież Michael jest taki sam jak każdy inny chłopak. W końcu gdyby był inny, to nie owinęłabym go sobie wokół palca.
Po jakimś czasie zeszłam na dół do kuchni, by oderwać się od natłoku nauki. Czekając, aż zagotuje się woda postanowiłam pochodzić po salonie. Kątem oka dostrzegłam przejście do pobliskiego pokoju, w którym znajdował się fortepian. Bez wahania weszłam do pomieszczenia i usiadłam przy instrumencie. Lustrowałam każdy klawisz, delikatnie przejeżdżając po nich opuszkami palców. W głowie odtwarzałam sobie obraz wczorajszego dnia, chwil spędzonych z Cliffordem. Grając tę samą balladę, cofnęłam się do chwili, w której nasze dłonie się zetknęły. Momentalnie przestałam grać. Wstrzymałam na chwilę oddech i zawiesiłam wzrok w jednym miejscu. Jakby ktoś wprawił mnie w hipnozę.
Z owego stanu wyrwał mnie rozchodzący się po domu dźwięk czajnika informujący o zagotowanej wodzie. Czym prędzej zerwałam się z miejsca i pognałam do kuchni. Zaparzyłam herbatę owocową i chcąc zrobić sobie przerwę od myślenia, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Przeskakiwałam po kanałach szukając czegoś, co mogłabym obejrzeć. Tu nudy, tam nudy... Postanowiłam więc poszukać czegoś na kanałach muzycznych. Natrafiłam na lubianą przeze mnie piosenkę Ed'a Sheerana "Thinking out loud". Uważnie wsłuchałam się w tekst. 
"And I'm thinking 'bout how people fall in love in mysterious ways. Maybe just the touch of a hand.
(...) maybe it's all part of a plan".
Tłumacząc: "Myślę o tym, jak ludzie zakochują się w tajemniczy sposób. Może tylko przez dotyk dłoni.
(...) może to jest część planu".
Czy góra próbuje dać mi w tym momencie coś do zrozumienia? Wyłączyłam telewizor zanim zdążyłam wejść w trans mojego rozdarcia myślowego. Zaczynałam po woli mieć tego dość... Nie mogłam skupić się na lekcjach, bo widziałam twarze przyjaciółek, a tuż obok siedzieli najlepsi kumple Michael'a. Dość! Dokończę ten cholerny projekt i zapomnę o nim raz na zawsze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz