Dlaczego
Michael tak mnie traktuje? Dlaczego nie chce mnie do siebie dopuścić?
Chociaż... Ja nie jestem zupełnie fair w stosunku do niego... W końcu robię to
tylko dla projektu. Muszę to jak najszybciej zakończyć! Albo nie... Muszę to
kontynuować, ale tak by to on się zakochał, a nie ja. A jedyne, co powinnam
teraz zrobić, to zdać relację przyjaciółkom. Czym
prędzej zadzwoniłam do jednej z nich i opowiedziałam o zaistniałej sytuacji. To
znaczy, nie do końca... Pominęłam kilka szczegółów.
Opowiedziałam o odprowadzeniu, o wagarach, o pielęgniarce, o grze na
fortepianie... Ale tylko Michael wiedział o prawdziwym powodzie pobytu w
gabinecie i o napastniku. Czułam nieprzyjemne uczucie i wewnętrzny głos, który ponaglał mnie za każde słowo donoszone
przyjaciółkom. Z jednej strony czułam się podle
okłamując Michael'a, a z drugiej dumna, że jestem szczera wobec przyjaciółek.
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Cliffordem o powodzie jego ucieczki.
Tak też zrobiłam. Przyszłam tuż po próbie jego zespołu,
lecz tym razem nie ukrywałam się za filarem.
-
Michael, możemy porozmawiać? - spytałam chłopaka spoglądając raz na niego, raz
na innych członków zespołu.
-
Umm.. Ok, zaczekaj chwilę - odpowiedział niepewnie, po czym wziął swoje rzeczy
i pożegnał się z przyjaciółmi.
Szliśmy
w ciszy, dopóki nie mieliśmy
pewności, że nikt nas nie słyszy.
- Dlaczego wczoraj
tak nagle wyszedłeś?
- Ta
wspólna gra... Ten dotyk... To
wszystko nie powinno mieć miejsca.
- O
czym ty mówisz? - spytałam, nie
wiedząc o co mu chodzi.
-
Ja... Nie powinienem. Cieszę się, że ci pomogłem, ale to zaszło za daleko.
Lepiej, jak nie będziemy się widywać i wrócimy do codzienności.
- Czemu? Zrobiłam
coś nie tak?
- Nie, Prescott. To
ja zrobiłem i to za dużo... - po wypowiedzianych przez chłopaka słowach
poczułam nieprzyjemne kłucie w sercu. Nie wiedziałam już czy robię źle, czy
dobrze.
- No dobrze, skoro
tak chcesz... - udawałam, że wzięłam sobie jego słowa do serca. No, błagam! Ja
nigdy się nie poddaję i zamierzam dalej zatruwać mu życie. Dotarło do mnie, że
powinnam bronić własnego honoru i dociągnąć ten projekt do końca.
- A
chociaż mnie odprowadzisz? - spytałam z błagalnym wzrokiem skierowanym prosto w
oczy czerwonowłosego. Michael lekko się uśmiechnął i pokiwał głową w geście
potwierdzenia. Ruszyliśmy więc przed siebie. Po drodze Michael mnie rozśmieszał
robiąc głupie miny i opowiadając o wpadkach swoich przyjaciół z zespołu. Nie mogłam przestać się śmiać, za co byłam mu bardzo
wdzięczna, bo już dawno nie byłam tak wesoła. Czułam, że naprawdę się z nim
zaprzyjaźniam.
Gdy byliśmy już pod
moim domem chłopak pożegnał się ze mną i wzrokiem odprowadził mnie do drzwi, na
co ja mu pomachałam i weszłam do środka.
Chwilę
później zabrałam się za odrabianie lekcji, bo miałam
ich naprawdę sporo.
Wieczorem
dostałam e-maila od Tess, w którym
znajdowały się zdjęcia moje i Michaela sprzed kilku godzin. Najwyraźniej
przyjaciółki postanowiły mnie śledzić.
Ze
szczególną uwagą oglądałam każdy odrębny element zrobionych przez Tess zdjęć. Uśmiechałam się do ekranu widząc nasze
wesołe twarze. Czułam wewnętrzne rozdarcie. Czy naprawdę to, co łączy mnie z
Michaelem jest sztuczne? I czy jeżeli z naszej znajomości urodzi się przyjaźń
to warto ją niszczyć dla głupiego projektu?
Z
zamyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Odebrałam połączenie od jednej z przyjaciółek. One to mają wyczucie czasu...
- Hej
kochana! Gratuluję, owinęłaś sobie Clifforda wokół palca! - usłyszałam piskliwy głos należący do Tess.
- Mówiłam, że dam radę. Teraz wystarczy opisać projekt i gotowe -
odpowiedziałam.
- No,
nie do końca... Nie mamy jeszcze wystarczających dowodów. Musiałabyś zrobić coś takiego hmm... Dzięki czemu byłabyś pewna, że
wskoczy za tobą w ogień! - okrzyknęła dumnie przyjaciółka.
- Czyli co? Mam
zostać jego dziewczyną?
- Masz zostać jego
pragnieniem... Jego codziennością... Jego całym światem.
- Nie uważasz, że to
trochę nie fair w stosunku do niego? - spytałam niepewnie, bo szczerze to ten
pomysł mi się nie podobał.
- Britt, przypominam
ci, że to ty wszystko wymyśliłaś - ponagliła mnie Tess. No tak, jestem sama
sobie winna.
- Masz
rację. Już niedługo Clifford nie będzie mógł się mnie
oprzeć - wydusiłam z siebie każde najmniejsze słowo, choć wydaje mi się, że
byłam bardzo przekonywująca, bo odczuwałam zachwyt przyjaciółki i bez
marudzenia się ze mną pożegnała.
No cóż, pozostało mi tylko kontynuowanie tej szopki. Obiecałam sobie nie
ulec głupim uczuciom, bo przecież Michael jest taki sam jak każdy inny chłopak.
W końcu gdyby był inny, to nie owinęłabym go sobie wokół palca.
Po
jakimś czasie zeszłam na dół do kuchni, by oderwać się od natłoku nauki.
Czekając, aż zagotuje się woda postanowiłam pochodzić po salonie. Kątem oka
dostrzegłam przejście do pobliskiego pokoju, w którym znajdował się fortepian. Bez wahania weszłam do pomieszczenia i
usiadłam przy instrumencie. Lustrowałam każdy klawisz, delikatnie przejeżdżając
po nich opuszkami palców. W głowie odtwarzałam sobie obraz wczorajszego dnia,
chwil spędzonych z Cliffordem. Grając tę samą balladę, cofnęłam się do chwili,
w której nasze dłonie się
zetknęły. Momentalnie przestałam grać. Wstrzymałam na chwilę oddech i
zawiesiłam wzrok w jednym miejscu. Jakby ktoś wprawił mnie w hipnozę.
Z owego stanu wyrwał
mnie rozchodzący się po domu dźwięk czajnika informujący o zagotowanej wodzie.
Czym prędzej zerwałam się z miejsca i pognałam do kuchni. Zaparzyłam herbatę
owocową i chcąc zrobić sobie przerwę od myślenia, usiadłam na kanapie i włączyłam
telewizor. Przeskakiwałam po kanałach szukając czegoś, co mogłabym obejrzeć. Tu
nudy, tam nudy... Postanowiłam więc poszukać czegoś na kanałach muzycznych.
Natrafiłam na lubianą przeze mnie piosenkę Ed'a Sheerana "Thinking out
loud". Uważnie wsłuchałam się w tekst.
"And
I'm thinking 'bout how people fall in love in
mysterious ways. Maybe just the touch of a hand.
(...)
maybe it's all part of a plan".
Tłumacząc:
"Myślę o tym, jak ludzie zakochują się w tajemniczy sposób. Może tylko przez dotyk dłoni.
(...) może to jest
część planu".
Czy góra próbuje dać mi w tym momencie coś do zrozumienia? Wyłączyłam telewizor zanim
zdążyłam wejść w trans mojego rozdarcia myślowego. Zaczynałam po woli mieć tego
dość... Nie mogłam skupić się na lekcjach, bo widziałam twarze przyjaciółek, a
tuż obok siedzieli najlepsi kumple Michael'a. Dość! Dokończę ten cholerny
projekt i zapomnę o nim raz na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz